• Wpisów:7
  • Średnio co: 171 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:38
  • Licznik odwiedzin:1 904 / 1376 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Co to było do cholery? Odprowadzam wzrokiem podejrzanego mężczyznę.
Więcej niż to co zrobił do tej pory?... To wszystko robi się coraz dziwniejsze! W tym momencie zatęskniłam za spokojem mojego pokoju I czytaniem książek.
- Hej, wszystko w porządku? - Podskakuję przestraszona I unoszę wzrok znad moich złączonych dłoni. Naprzeciwko mnie siedzi Michael, przyniósł napoje a teraz patrzy na mnie z niepokojem.
- Nic Ci nie jest? Strasznie zbladłaś, boli Cie coś? - Ogarnij się! Krzyczę na siebie w myślach. Nic Ci nie zrobił, jest miły, może był nieco nachalny, ale to nie tragedia. Będziesz słuchać jakiegoś typa spod ciemniej gwiazdy, którego pierwszy raz widzisz na oczy?
- Nie, nic mi nie jest. Zamyśliłam się. - Uśmiecham się do chłopaka uspokajająco. A przynajmniej mam nadzieję, że uspokajająco a nie jakbym miała zwymiotować...
- To dobrze. Wypijmy, a potem może się przejdziemy? Pokażę Ci nasze ulubione miejsca I może coś sobie przypomnisz. Co ty na to? - No widzisz, miły I kochany. Przestań mu się tak przypatrywać bo pomyśli, że ci klepki pouciekały.
- Świetny pomysł, mam dość tej ciągłej pustki w głowie.
- Spokojnie mała, potrzebujesz czasu. Zobaczysz, że za niedługo będziesz już pamiętać wszystko. - Uśmiecha się szeroko, aż pojawiają mu się słodkie dołeczki.
- Nie jestem pewna czy chciała bym pamiętać absolutnie wszystko... - Jego uśmiech gaśnie, oczy ciemnieją, twarz staje się pochmurna a mnie przechodzą ciarki.
- Gdybym tylko dorwał tego sukinsyna to przysięgam..
- PRZESTAŃ. - Mówię stanowczo przerywając mu. Patrzy na mnie ze zdziwieniem. - To przeszłość. Stało się, już tego nie zmienimy. Staram się pójść na przód I nie przypominać sobie tego wszystkiego. - Mówię a na jego twarzy pojawia się coś dziwnego... jakby czułość?
- Ciągle mnie zaskakuje jaka jesteś silna – Mówi z cieniem uśmiechu na ustach a mi serce przyśpiesza.
Siedzimy tam jeszcze jakieś pół godziny, rozmawiamy o wszystkim... a raczej to on opowiada, o pracy, znajomych, rodzinie. Miło się go słucha. Widać, że stara się wprowadzić między nas miłą atmosferę. Całkowicie mu się to udaje.

Później wstajemy, on chwyta mnie delikatnie za dłoń I wychodzimy. Pokazał mi wiele miejsc, opowiadał historie, które nam się przydarzały. Dużo się śmialiśmy.A on cały ten czas trzymał mnie za rękę. Nie mogę powiedzieć, że narzekałam. Po godzinnym spacerze pełnym jego opowieści przystajemy przy małym stoisku z lodami. Mike stanął w kolejce a ja podeszłam do balustrady, która odgradzała park od stawu, I podziwiałam niesamowity widok. Ostatnie promienie słońca tańczą po spokojnej tafli małego jeziorka.
Mogłabym tak żyć. Takie piękne otoczenie, wspaniały chłopak... I nagle w mojej głowie pojawia się podejrzany typ z kafejki. Odganiam od siebie to wspomnienie, bo nie chcę aby zepsuło ten wspaniały wieczór.
Nagle czuję na plecach cudowne ciepło, silną dłoń na moim biodrze a przed oczami pojawia się druga podająca mi kolorowego loda. Biorę go z uśmiechem I odwraca głowę w stronę również uśmiechającego się Michaela. Włosy cudownie opadają mu na czoło. Jest taki przystojny! On jakby słysząc moje myśli uśmiecha się jeszcze szerzej i niespodziewanie całuje mnie w policzek. Rumienię się na tą pieszczotę I z powrotem odwracam głowę w stronę jeziora jednocześnie opierając się o jego wielką klatę. Stoimy tak. Pary I rodziny mijają nas również podziwiając ten baśniowy widok. To jest naprawdę idealny moment...


Gdybym tylko wtedy wiedziała, że to co mi wydawało się ideałem było początkiem zbliżającej się tragedii...

-------------------------------------------------

Po dość długiej przerwie dodaję kolejny rozdział Przepraszam, za zwłokę oraz za niezbyt imponującą długość rozdziału. Nie spodziewałam się, że po wystawieniu ocen można być tak zalatanym Ale tu komers, tu rodzinne imprezy tu jeszcze coś innego. Po prostu nie mogłam znaleźć chwili aby siąść i trochę popisać.
Ten rozdział jest nieco przymuszony, bo uparłam się, że w końcu coś napisze. Mam nadzieję, ze kolejne będę dodawała częściej, i że będą one ciekawsze A tymczasem życzę udanych wakacji
I jak zawsze czekam na wasze opinie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Serdecznie dziękuję Zakira Luna za nominację Pewnie wiecie na czym to polega Także tutaj są moje odpowiedzi

1. Ile razy się dzisiaj uśmiechnąłeś/aś?
Ciężko powiedzieć Uśmiecham się raczej często

2. Co byś zrobił gdyby został ci 1 dzień życia?
Najgłupsze rzeczy jakie przyszłyby mi do głowy

3. Co byś wybrał/a: piękna i głupia, czy brzydka i inteligentna?
Zależy w jakim stopniu głupia
4. Co myślisz o samobójstwie?

Nie zastanawiałam się nad tym szczególnie, ludzka śmiertelność to temat o którym myślisz gdy albo sam się otrzesz o coś takiego, albo ktoś Tobie bliski. Ale myślę że samobójstwo popełnia osoba, która mimo nieoczywistego wołania o pomoc nie otrzymała jej.

5. Jaka jest TWOJA wizja świata?-puść wodze fantazji i pokaż mi swoją wersję
Moja wizja świata, czy świat z fantazji? Ja powiem jedynie tyle, że na świecie nic nie dzieje się samo. Chcesz czego? Zależy Ci na czymś? Rób wszystko aby tak się stało, bo nikt nie zrobi tego za Ciebie.

6. Ogoliłbyś sobie wszystkie włosy na ciele (brwi, rzęsy, głowa) jeżeli dzięki teemu mógłbyś uratować komuś życie?
Musiałabym stanąć przed takim wyborem, ale myślę, że gdyby tym "kimś" był ktoś mi niesamowicie bliski. To tak.

7. Jaką jedną rzecz zabrałbyś na bezludną wyspę?
Jedzenie

8. Kto jest twoim autorytetem?
Ciocia

9. Jak widzisz siebie za 10 lat?
... Brzydko

10. Jaki Twoim zdaniem jest sens życia?
Nie mam pojecia W końcu i tak każdy z nas umrze. Więc po prostu żyjmy najlepiej jak możemy bo i tak skończymy tak samo.


To wszystko Ja nie nominuję nikogo
 

 
Łup !

- Co ty sobie wyobrażasz?!
- Ej uspokój się! O co Ci chodzi?! - patrzy na mnie z podłogi.... no co?! Jak tak można, przyjść do czyjegoś pokoju i pierwsze co, to rzucić się na niego z łapami?! Może być przystojny, ale są granice...
- O co chodzi? Przychodzisz tu i mnie napadasz a teraz się dziwisz?
- Nie napadam Cię! Matko, Cole co się z Tobą dzieje? Słyszałem, że nic nie pamiętasz ale myślałem, że o mnie nie tak łatwo zapomnieć.
- A co, jesteś miejscowym pedofilem?
Chłopak patrzy na mnie i mruga kilka razy, po czym wybucha śmiechem.
- No, no Cole widzę, że temperament nie ucierpiał – muszę powiedzieć, że ma bardzo przyjemny śmiech, choć nie rozumiem czym go tak rozbawiłam.
- Cieszę się, że wydaję Ci się zabawna a teraz proszę wyjdź z mojego pokoju.
Pedofil momentalnie przestaje się śmiać i wstaje na nogi.
- Naprawdę mnie nie poznajesz?
- Nie cholera, jaja sobie z Ciebie robię !
- Ej spokojnie, może zacznijmy od początku, co? Bez tego całego...
- Molestowania? - Chłopak szczerzy się idiotycznie
- Tak, właśnie bez tego. Przepraszam, naprawdę myślałem, że będziesz mnie pamiętać, albo przynajmniej cokolwiek ale cóż, jestem Michael, dla znajomych Mike.
Patrzę się na niego, bo co powinnam odpowiedzieć? Jest przystojny to fakt ale... Jest w nim coś takiego niepokojącego, niby go nie pamiętam ale cała ta jego postawa takiego... nie wiem. Po prostu czuję, że powinnam być przy nim ostrożna.
- Hej, nic Ci nie jest? Czemu tak na mnie patrzysz?
- Nie, nic... - Przerywa mi jego telefon.
- Przepraszam, muszę odebrać. -Wyciąga telefon wyraźnie podenerwowany – L.J. o co chodzi? Znaleźliście go?... Jak to uciekł?! Przecież z takimi informacjami może nas wsypać!... Znajdźcie go!...Nie obchodzi mnie to! Albo go znajdziecie, albo rozliczymy się tak jak powinniśmy kilka lat temu, tym razem już się nie wywiniesz, masz czas do jutra wieczora...Aha, chcę go mieć żywego. - Kończy rozmawiać, a ja wpatruję się w niego oniemiała. Wsypać ich? Rozliczyć? Żywego? Moja intuicja chyba mnie nie zwodzi. Ten facet jest niepokojący.
- Słuchaj, muszę coś załatwić na mieście, ale przyjdę po Ciebie wieczorem i zabiorę Cię gdzieś, co ty na to?
- Ja...
- Świetnie – przerwał mi – w takim razie wpadnę o szesnastej - wyszedł.

Co to miało być? Nie chcę z nim iść na żadne miasto, boje się go... Ten telefon był naprawdę dziwny.
Ktoś puka do drzwi.
- Kotku i jak było? Przypomniałaś sobie Michaela? - mówi podekscytowana
- Nie. Czemu mnie nie uprzedziłaś?! - krzyczę. Pewnie nie powinnam, ale gdyby mi powiedziała mogłabym się na to jakoś przygotować.
- Spokojnie, chciałam zrobić Ci niespodziankę, ale chyba nie wszyło.
- Skąd taki pomysł? Jest świetnie! Jakiś podejrzany typek zabiera mnie na miasto, pewnie po to by dokończyć to czego nie dał rady ten oblech wtedy w zaułku!
- O czym ty mówisz? - patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami – przecież to Twój chłopak! Nie pamiętasz, ale zawsze traktował Cię jak księżniczkę, nigdy nawet nie podniósł na Ciebie głosu, a to wiele pokazuje przy Twoim charakterze...
- Mój chłopak? Ten... pedofil jest moim chłopakiem?!
- JAKI PEDOFIL ?! Czyś ty na głowę upadła?! Chłopak próbuje Ci pomóc a ty go traktujesz jak jakiegoś...jakiegoś...
- No kogo?! Przyszedł tu i nagle zaczyna mnie całować! Wie, że nic nie pamiętam ale czemu by go to miało niby powstrzymać?! Później nawet nie pytając mnie o zdanie mówi mi, że zabiera mnie na miasto...
- Za dużo sobie wyobrażasz, ja bym na Twoim miejscu była wdzięczna, że taki chłopak jak Michael w ogóle na Ciebie spojrzał... - gdy zobaczyła moją minę chyba do niej dotarło co powiedziała bo urwała i posłała mi przepraszające spojrzenie – Kochanie, ja nie chciałam wiem, że jest Ci ciężko ale...
- Wyjdź.
- Co? - Patrzy na mnie jakby mnie pierwszy raz widziała na oczy.
- Powiedziałam wyjdź. Nie chcę Cię teraz widzieć a już tym bardziej z Tobą rozmawiać. - Patrzy na mnie jeszcze chwilę... niemiłosiernie długą chwilę, po czym wzdycha i wychodzi.
Podchodzę do łóżka i padam na nie, niesamowicie tym wszystkim wykończona.

„ja bym na Twoim miejscu była wdzięczna, że taki chłopak jak Michael w ogóle na Ciebie spojrzał”
Tak o mnie myśli? Jako o nie wartej spojrzenia chłopaka wariatce? I pomyśleć, ze w szpitalu udawała taką troskliwą... Kompletnie nic nie rozumiem. Może naprawdę zbyt wielu rzeczy szukam w tym wszystkim... ale co mam zrobić, jeżeli czuję że wszyscy coś ukrywają?
Przelotnie patrze na zegarek, jest piętnasta... lepiej zacznę się szykować, bo jakoś mi się wydaje, że z domu zostanę wyciągnięta nawet siłą...

- Łohoho, Cole, śliczna jak zawsze – Blondyn podchodzi i całuje mnie w policzek, jego włosy ocierają się o moją twarz co wywołuje łaskotki, chichoczę jak idiotka – jak ja tęskniłem za tym dźwiękiem - szepcze chłopak z uśmiechem. - Choć, zabiorę Cię do naszej ulubionej kafejki, może coś sobie przypomnisz.

Łapie mnie za rękę i prowadzi do swojego BMW.. TAK ma BMW, czarne... miga mi niepokojąca myśl ale wyrzucam ją z pamięci gdy zbliżamy się do cuda na czterech kołach.
- Widzę, że auto podoba się w dalszym ciągu – śmieje się chłopak
- Jasne, że podoba! Takie cudo sama bym sobie sprawiła!
- Jestem pewien, że Twój ojciec da Ci jedno ze swoich. - Mówi szczerząc się szeroko
- Jedno ze.. swoich? - Otwieram szeroko oczy, no tak, mój tata ma pieniądze, więc czemu miałby nie mieć cholernego BMW?


*10 min później*

Jesteśmy już na miejscu. Kafejka jest niewielka, ale ciekawie urządzona. Michael poszedł po coś do picia a ja mam czas żeby się rozejrzeć. Nie ma tłoku ale widać, że mają klientów.
Nagle znikąd przy moim stoliku pojawia się barczasty facet z nieciekawą twarzą.

- Nicole Mensen. Mogłem się spodziewać, że Watson nie przepuści żadnej okazji aby dopiąć swego. Ale radzę Ci, uważaj. Taki zapatrzony w siebie dupek, jest wstanie skrzywdzić Cię jeszcze nie jeden raz. Dla pieniędzy i władzy zrobi o wiele więcej niż to co zrobił do tej pory.
 

 
„ - Do diabła z tym – stwierdził z pożądaniem w oczach, całując brzeg
mojej szczęki.
- Mamy mnóstwo czasu by nad tym popracować. – przypomniałam
mu.
- Setki, tysiąclecia, aż po kres wieczności. – zamruczał.
- Dla mnie brzmi to właśnie tak, jak powinno.
I nagle zanurzyliśmy się błogo w naszym małym, lecz doskonałym
kawałku wieczności.”*

Zamknęłam książkę z westchnieniem. Kolejna przeczytana seria... Stephenie Meyer przynajmniej na chwilę pozwoliła mi oderwać się od rzeczywistości.
Już od tygodnia jestem w domu... Domu, którego nie pamiętam. No, może częściowo zaczynam sobie przypominać, ale każde powracające wspomnienie to tak straszny ból głowy, że nie wiem co jest lepsze... całkowity brak wspomnień czy te katusze...
Pamiętam mój pokój : jak rzucam torbą po wejściu, jak czytam na łóżku, jak próbuję wymyślić w co się ubrać do szkoły. Niektóre wspomnienia o rodzicach : wspólne posiłki, wieczory filmowe, kłótnie... Ale reszta to szara mgła. Znajomi, szkoła to wszystko jest za grubym murem. Przychodziły do mnie moje „przyjaciółki” , czy nimi są – nie wiem, nie pamiętam. Mówiły jakieś błahostki typu „wyjdziesz z tego”, „ nie przejmuj się” ale patrzyły na mnie jak na niepełnosprawną... Dla tego odmówiłam pójścia do szkoły, rodzice zgodzili się pewnie dla tego, że i tak bym sobie nie poradziła.

Przynajmniej raz w tygodniu jest u mnie lekarz rodzinny. To miła pani, na oko 40 letnia, jest zadziwiająco przeciętna, brązowe włosy, zwykłe zielone oczy, no i nie powiem : krągłe kształty, jest strasznie miła i bardzo cierpliwa za co ją podziwiam, bo nie można mnie nazwać łatwym pacjentem.
Powiedziałam że jest zadziwiająco przeciętna a to dla tego, że nic w tym życiu - tym domu nie jest przeciętne. No np. moi rodzice ; zakochani w sobie po uszy na pierwszy rzut oka, mama dziennikarka, tata biznesmen oboje niesamowicie urodziwi. Ich... nasz dom to jeden wielki pałac, więc nie muszę wspominać, że jesteśmy cholernie dziani.
Ale dom mimo całego tego przepychu jest cichy, nie mam rodzeństwa ani nawet zwierzaka
a rodzice choć widać, że się starają to głównie siedzą u siebie albo całymi dniami w pracy.
Więc siedzę sama w pokoju i czytam już chyba setną książkę lub snuję się po pokojach, oglądałam nawet albumy rodzinne, bo lekarka powiedziała, że to może pomóc i faktycznie, niektóre z tych rzeczy pamiętam, ale i tak jest tego niewiele.
Zaczynam popadać w taką straszną beznadzieję... Dzień w dzień dzieje się to samo, nie mogę wyjść domu, znajomych nie pamiętam, nikogo tutaj nigdy nie ma oprócz służby... Ale oni traktują mnie bardziej jak księżniczkę niż dziewczynę, z którą można normalnie pogadać... Więc całymi dniami snuję się bezsensownie z kąta w kąt i rozmyślam o tym jak mogło wyglądać moje życie przed tym wszystkim.

A później przychodzą noce i koszmary... A raczej jeden koszmar, ciągle słyszę ten ohydny, przerażający głos... Ale sen co noc robi się coraz bardziej szczegółowy. Dalej nie wiem jak wygląda ten napastnik, ale widzę coraz więcej tego co mi robił.. ciosy w twarz, kopanie, cięcie, ostatnio nawet brutalniejsze rzeczy... Za każdym razem budzę się z krzykiem a do mojego pokoju wpada mama. W szpitalu myślałam, że faktycznie się o mnie martwi, teraz... teraz te jej słowa pocieszenia wydają mi się sztuczne. Jakby miała mnie dość... jakby żałowała, że jestem w tym domu...

Moje ponure myśli przerywa pukanie do drzwi
- Kochanie, ktoś chciał się z Tobą zobaczyć – mówi mama po czym przepuszcza w drzwiach chłopaka...
O Mój Boże, ale JAKIEGO chłopaka ! Wysoki, muskularny ale nie przesadnie, cudne blond włosy, które słodko opadają na czoło, i te oczy... cudowne niebieskie oczy... Wow, mam cholerną nadzieję, że to nie jakiś niesprawiedliwy sen.

Chłopak nieśpiesznie podchodzi do mojego łóżka i siada na brzegu, a mama zamyka drzwi z dziwnym uśmieszkiem.
Nieznajomy bierze moje ręce w swoje, które wyglądają przy nim jak dłonie dziecka, ale nie to przykuwa moją uwagę – to jego oczy. Patrzy na mnie jak na coś najpiękniejszego na świecie. Rumienię się i próbuję wyrwać ręce z jego uścisku, ale on łapie mnie mocniej, pochyla się i całuje prosto w usta....



* Stephenie Meyer "Zmierzch Przed świtem" - Fragment
  • awatar Serce w przepaści marzeń...: @Razem możemy więcej!: Zgadzam się końcówka jest świetna! Ogólnie boskie
  • awatar Razem możemy więcej!: Meeega! :) Końcówka.♥♥
  • awatar Zakira Luna: Ach! Świetne, klimatyczne, bardzo fajne opisy, jedyne co mnie ,,drażni" to : liczebniki : np. 40, w opkach powinno się pisać słownie- ale sama miałam z tym problem wiec nie będę ci suszyc głowy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Od 15 min wpatruję się w drzwi, które zamknęły się za lekarzem. Patrzę i próbuję przyswoić to co właśnie usłyszałam...
- … Zaatakował Panią nożem, po czym zgwałcił, pobił i zostawił na chodniku ledwo żywą. Mało brakowało a wykrwawiłaby się Pani.

Nie pamiętam nic oprócz bólu. Siedzę tak patrząc ale nic nie widząc.
Po jakimś czasie do mojego pokoju wchodzi pielęgniarka, podaje mi jakieś leki.

- Dr. White przekazał, że musi pani porządnie odpocząć. Dzięki temu jutro poczuje się Pani lepiej.
- Dziękuję – szepczę.

Przyjmuję leki, układam się wygodniej na niesamowicie twardym łóżku i staram się nie myśleć... Każda próba powrotu wstecz kończy się niesamowitym bólem głowy, ale ta nieświadomość jest okropna i przerażająca. Co będzie dalej? Co ja teraz zrobię? Gdzie pójdę? Jestem całkiem sama...


*Ty mała suko! Myślisz, że mi uciekniesz?! Pamiętaj, że wszędzie Cię znajdę! Nie ukryjesz się przede mną!
Hahaha! I co teraz cukiereczku? Nie masz gdzie uciec? Przestań się drzeć! Nikt Cie tu nie usłyszy!
Mówiłem ZAMKNIJ SIĘ!!!

Zobaczymy jak spodoba się Twojemu ojcu to co z Tobą zrobię. Za każdym razem gdy na Ciebie spojrzy będzie pamiętał jaki straszny błąd popełnił i ile on go kosztował …*


- NIE!!!

Siadam gwałtownie na łóżku, jestem cała zlana potem. To sen... Ale czy na pewno? Ten okropny głos tak pełen nienawiści... Rękami szarpię włosy. Czemu nic nie pamiętam?! To takie frustrujące. Być tak blisko, ale dalej nie pamiętać.
Obok łóżka dostrzegam szklankę wody, biorę ostrożny łyk. I stwierdzam, że nic już mnie nie boli. Leki zadziałały.
Za oknami jest ciemno, ile spałam? Nie jestem pewna.
Nagle za drzwiami słyszę jakąś awanturę.

- Do cholery! To moja córka! Nie możecie zabronić mi się z nią zobaczyć!
- Panno Mensen...
- Nie! Nie będę tego słuchać! Proszę mnie przepuścić!

Drzwi otwierają się gwałtownie i wpada przez nie olśniewająca blondynka, jest szczupła, ale niska, jej włosy sięgają do pasa. Ma śliczna twarz, która teraz ściągnięta jest w udręce, jej oczy o niesamowitym odcieniu błękitu pełne smutku i cierpienia, a na mój widok pojawiają się w nich łzy.

- Moja córeczka.- Podbiega do mnie i chwyta w niesamowicie silny uścisk. Siedzę nieruchomo, nie znam tej kobiety, nie pamiętam jej. Musiała zauważyć, ze coś jest nie tak, bo oderwała się ode mnie i przyjrzała mi się uważnie.- Nie pamiętasz mnie, prawda?

Kręcę ze smutkiem głową. Chciałabym pamiętać, chciałabym nie być tak cholernie samotna, na tę myśl w moich oczach pojawiają się łzy. Wczorajsze wydarzenia, ten sen... to dla mnie za wiele, zaczynam szlochać bez opamiętania, blondynka widząc to ponownie zamyka mnie w uścisku i szepcze - Spokojnie kochanie, jestem tutaj. Ćśś, zobaczysz wszystko się ułoży... Słyszysz? Masz mnie, zaraz zjawi się tu Twój ojciec, pomożemy Ci przez to przejść. - Głaszcze mnie uspokajająco po plecach. Staram się uspokoić. Nagle drzwi ponownie się otwierają i wchodzi przez nie wysoki, barczasty mężczyzna. O czarnych włosach, które wyglądały jakby je wiele razy przeczesywał palcami, oczy koloru szarego nie opuszczają mojej twarzy odkąd wszedł do pokoju.

- Załatwiłem wypis. Od teraz zajmie się Tobą nasz rodzinny lekarz. Zabieramy Cię do domu.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Proszę pani! Słyszy mnie pani?!
- Nieprzytomna! Zabieramy ją do szpitala, tutaj nic nie zdziałamy.
- Macie sprawcę?
- Uciekł, ale...

Wszystkie te rozmowy zlewają się w całość. Dlaczego oni nie dadzą mi spokoju? I dlaczego wszystko mnie tak niemiłosiernie boli?

*BIEGNĘ CIEMNYMI ULICAMI... KTOŚ MNIE GONI... SŁYSZĘ GO... JEST CORAZ BLIŻEJ... PRZEDE MNĄ ŚLEPY ZAUŁEK... TO KONIEC...ODWRACAM SIĘ... WIDZĘ JEGO SYLWETKĘ... ZBLIŻA SIĘ... TRZYMA BROŃ... TO NÓŻ... BÓL... CIEMNOŚĆ... SPOKÓJ...*

- Dostała drgawek! Szybko, nosze! Wieziemy ją, raz, dwa!

***

Budzę się powoli, ciągle czuję ból, ale już nie tak silny. Otwieram oczy, lecz zaraz je znowu zamykam - jest zbyt jasno. Przez głowę przebiega mi tyle myśli... Gdzie jestem, co się stało, dlaczego nic nie pamiętam? W pamięci migały mi tylko krótkie urywki z wczorajszego zdarzenia... Ślepy zaułek, ciemna postać, nóż, ból...

- Proszę pani, może pani otworzyć oczy?

To kobieta, może ONA coś wie?
Otwieram oczy, jest już ciemniej. Rozglądam się. Okno jest zasłonięte, leżę na jedynym łóżku w małym, białym pokoju z pikającymi maszynami, które są do mnie podłączone.
Przy łóżku stoi starsza kobieta, jest ubrana w biały fartuch, uśmiecha się miło i patrzy na mnie z... czym? Troską? Współczuciem? Nie jestem pewna.

- Jak się pani czuje? - Otwieram usta aby jej odpowiedzieć, ale nic się z nich nie wydobywa.

- Spokojnie,jest pani w szoku. Zadam Pani kilka pytań, proszę po prostu kiwać głową. Rozumie pani? - Kiwam głową.
- Dobrze. Wie pani gdzie się znajduje? - [Szpital]. Przytakuję.
- Wie pani kim pani jest? - [Nicole M...Mensen]. Przytakuję.
- Pamięta pani co się stało? - [Ból]... Kręcę przecząco głową.
- Wie pani kto był sprawcą? - [Ciemna sylwetka]... Znowu zaprzeczam.
- To wszystko. Ma pani amnezję pourazową.

Marszczę brwi.Co on mi takiego zrobił? Au ...moja głowa.
- Proszę odpoczywać, zaraz przyjdzie do pani lekarz i wszystko wyjaśni. Tutaj ma pani wodę.
Stawia kubek na stoliku obok łóżka i wychodzi.
Biorę mały łyk i wpatruję się w ścianę... po kilku, a może kilkunastu minutach wchodzi lekarz. Jest niski, łysy i uśmiecha się jak rekin.
- Witam. Jestem doktor White. Przyszedłem, aby wszystko pani wyjaśnić. - Kiwam głową, a on uśmiecha się smutno.
- W zaułku, w którym została pani znaleziona, ktoś panią zaatakował nożem, po czym zgwałcił...

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
California,przedmieścia San Francisco,jesienny,chłodny wieczór.
W którym wszystko się zmieniło ...